ODŻYWIANIE DZIECI

Co jedzą nasze dzieci?

Słodycze, parówki, fast food, błyskawiczne kisiele i galaretki, płatki śniadaniowe, chipsy, soki w kartonikach – czy można wymyślić lepszy zestaw, patrząc z punktu widzenia dziecka? Chyba nie, a który rodzic nie lubi uśmiechu własnej pociechy, który rodzic nie chce jej szczęścia? Spełniamy zatem ich zachcianki, przecież to „od czasu do czasu”, przecież „nie zaszkodzi”, przecież najważniejsze, żeby było szczęśliwe. Cóż, nie można chyba być bardziej krótkowzrocznym – bowiem w dalszej perspektywie okazuje się, że krzywdzimy tego małego człowieczka, fundujemy mu przyszłość pełną problemów i przez nieumiejętności odmowy (wygodę?) rujnujemy zdrowie. 

Co łączy wszystkie te produkty? Przede wszystkim wszystkie zawierają mnóstwo dodatków chemicznych, znajdziemy je w słodyczach i w parówkach, w żywności typu „instant” i w sokach robionych z zagęszczanych koncentratów. W większości z nich znajdziemy albo cukier w ilościach znacznie przekraczających normy zdrowego rozsądku (jeśli w ogóle można o takich mówić w przypadku cukru) lub sól w podobnie subtelnych proporcjach.  

Oczywiście, każda z pozycji na liście ma swoje cechy specyficzne, na przykład parówki: 95% dostępnych na rynku do de facto śmieci, odpady pozostałe z produkcji „prawdziwego” mięsa, tłuszcz, zmielone korpusy, skóry wieprzowe  i substancje sklejające to paskudztwo w całość, polepszacze, konserwanty, zagęszczające i nadające dobry wygląd parówkom, substancje równie zdrowe lub naturalne jak pozostałe składniki parówek. 

Fast food… Temat rzeka, w zasadzie wszyscy wiedzą, że szkodzi, wszyscy wiedzą, że jest niezdrowy, ale nie przeszkadza to im widocznie, o czym świadczą w zasadzie zawsze obecne w McDonald’s lub KFC kolejki. Owszem, większą część stałych bywalców stanowią nastolatki, którzy bardzo szybko i łatwo zaadoptowali styl życia swoich rówieśników z krajów Zachodu, ale mnóstwo jest rodzin z dziećmi, które na niedzielny spacer, obiad wybierają się w takie właśnie miejsca, a dzieci uczone są, że wizyta w barze fast food jest swego rodzaju nagrodą! O wadach fast food, o zagrożeniu ze strony „junk food” (śmieciowego jedzenia) napisano sporo książek, powstały o nim filmy (polecamy „Super Size Me”, warto obejrzeć, by przekonać się, jak kończy się dieta oparta na hamburgerach, frytkach i reszcie). I co? Nic. Smutne, prawda? 

Telewizyjne reklamy atakują nasze dzieci bajkowymi opowieściami o tym, jak powstają płatki, jak czekoladowy deszcz zalewa pola lub sympatyczny królik walczy z całych sił, by wydrzeć je z rąk złego wilka, a potem obdarować nimi dzieci. Trudno nie wierzyć w nie, jeśli ma się kilka lat i je się coś tak pysznie słodkiego – ale właśnie, słodkiego! Pod pretekstem dostarczania dziecku porannej energii, zastępowania nudnego i zwyczajnego śniadania czymś o wspaniałym smaku nasze dzieci karmione są cukrem w dużych ilościach, barwnikami. Wydaje Wam się, że te wszystkie witaminy, minerały i inne opisywane w reklamach zalety płatków są tym, czym się wydaje? Bynajmniej, tych naturalnych dawno nie ma, ponieważ w procesie przetwarzania zboża zniknęły i zostały zastąpione syntetycznymi odpowiednikami, więc gdzie to zdrowie? 

Oddzielny temat to tłuszcze do smarowania – te słodkie i te mniej, kremy czekoladowe, orzechowe i miksy margaryny i mleka. O ile w stosunku do tych pierwszych już sama ich formuła – słodkie i tłuste – sprawia, że mamy sporo wątpliwości co do ich wpływu na zdrowie (i słusznie, składają się głównie z tłuszczów, w tym utwardzanych tłuszczów roślinnych, do tego barwniki, konserwanty, substancje smakowe), to od dawna toczy się dyskusja o wyższości margaryny nad masłem i odwrotnie, tymczasem okazuje się, że jest ona w zasadzie bezprzedmiotowa. Margaryna miała być zdrowsza, ponieważ zawierać miała tłuszcze nienasycone – i tak byłoby, gdyby nie fakt, że w procesie produkcji i utwardzania tłuszczy roślinnych przekształcają się one w tłuszcze nasycone, a co gorsze, w tłuszcze trans, które są wyjątkowo szkodliwe dla człowieka.

Pozostając przy nabiale zajmijmy się jogurtami owocowymi. Zachwalane są jako źródło zdrowia, dobroczynnych bakterii – i to prawda, ale zapomina się o informowaniu w reklamach, że w tych samych jogurtach nasze dzieci dostają kilka łyżeczek cukru, a to nie tylko równoważy zalety jogurtów, ale wręcz sprawia, że stają się one szkodliwe, ponieważ o wpływie cukru pisaliśmy już wcześniej, a w dodatku dzięki niemu namnażają się grzyby i inne szkodliwe organizmy. 

Zmierzając do końca przejdźmy do produktów w oczywisty sposób szkodliwych, jednak wciąż obecnych w diecie dzieci, ba! Sklepiki szkolne pełne są dokładnie takich rzeczy, nie wiemy często nawet, że nasze dziecko zupełnie bez żadnej kontroli, ograniczone jedynie posiadanymi środkami finansowymi objada się chipsami, pije słodkie, gazowane napoje lub soczki z kartonów, ponieważ nie zdaje sobie sprawy z ich szkodliwości – więc warto uświadamiać na każdym kroku, najlepiej dawać przykład dzieciom poprzez niefolgowanie sobie nigdy, nie tylko w ich obecności. Chipsy składają się głównie z tłuszczu, spośród wszystkich łatwo dostępnych przekąsek są najbardziej kaloryczne i najgroźniejsze – 100g chipsów zawiera ponad dwukrotnie więcej kalorii niż 100 g boczku! W dodatku nie spotkamy na rynku przecież chipsów o smaku ziemniaków, wszystkie praktycznie zawierają sztuczne dodatki smakowe, nie mówiąc nawet o olbrzymich ilościach soli!

Słodkie napoje, zarówno gazowane, jak i soki uzyskiwane z koncentratów – oczywistym jest, że do ich produkcji używa się zatrważających ilości cukru lub sztucznych słodzików (których wpływ na organizm wciąż podlega gorącej dyskusji, zasadniczo dietetycy nie polecają korzystania z nich), ale poza tym równie szkodliwe barwniki, koncentraty smaku, drażniący przełyk dwutlenek węgla. Jaki jest zresztą sens picia soku z koncentratu, który powstaje poprzez odparowanie wody – a potem dodanie jej ponownie? Przy okazji do „soku” dodaje się wzmacniacze smaku, utraconego w procesie odparowywania, słodzi się go, dorzuca równie przetworzone kawałki owoców i „naturalny” sok gotowy.  

To wszystko, co napisaliśmy powyżej – dość oczywiste i naturalne, ale czy stosujemy te zasady na co dzień? Oczywiście, że stosujemy! Nasze dzieci nigdy nie były pojone colą ani oranżadą, nie jadły chipsów, słodycze zawsze były ograniczone do minimum i do wyjątkowych okazji. Nie karmiliśmy ich nigdy margaryną ani czekoladowymi kremami, piły jogurty wyłącznie naturalne, staraliśmy się, by w ich diecie znajdowało się jak najmniej produktów, co do których mieliśmy wątpliwości, czy nie będą im szkodzić. Od czasu zaś, gdy wzrosła nasza świadomość i zaczęliśmy żyć inaczej, jedzą jeszcze bardziej zdrowo – a my razem z nimi. Piją karob z mlekiem ryżowym zamiast tradycyjnego kakao, zamiast cukru używamy ksylitolu, maka orkiszowa zastąpiła pszenną – i w tym roku szkolnym i przedszkolnym żaden z nich nie był jeszcze chory na tyle, by musieć zostać w domu, żaden z nich nie traci ani chwili z radości życia, a my jesteśmy szczęśliwymi, spokojnymi rodzicami.