Witamina C

Pogoda za oknem podobna jest dziś do tej w sobotni poranek, kiedy pisaliśmy o słońcu – i to nam uświadamia, że zupełnie przypadkiem wpadł nam niemal gotowy pomysł na mini-cykl artykułów, tym razem o witaminach, o tych niezbędnych do życia związkach chemicznych, które musimy dostarczać organizmowi w pożywieniu. Zaczęliśmy nie całkiem w kolejności alfabetycznej, bo od E i D, ale nie szkodzi, dziś również nie zamierzamy się trzymać sztywno porządku liter, dlatego bohaterką wpisu będzie witamina C, jednak obiecujemy, że A, B i pozostałe doczekają się opowieści o sobie, nie ma bowiem witaminy nieważnej, każda z nich spełnia istotną rolę w funkcjonowaniu organizmu.

Jesteśmy jednymi z nielicznych ssaków, których organizm nie syntetyzuje witaminy C, należymy do elitarnego kręgu wraz z naczelnymi, świnkami morskimi i kilkoma gatunkami nietoperzy, dlatego musimy czerpać ją z pożywienia i tym bardziej istotne jest, by wiedzieć skąd i w jaki sposób najlepiej, by maksymalnie wykorzystać jej zalety. Kwas askorbinowy po raz pierwszy zsyntetyzowano raptem osiemdziesiąt lat temu, jednak od stuleci wiadomo było, że w świeżych roślinach jest jakiś tajemniczy składnik, który sprawia, że ich brak prowadzi do szkorbutu, a nawet do śmierci, o czym niejednokrotnie przekonywali się marynarze w dawnych czasach, żeglujący miesiącami bez możliwości przybicia do brzegu.

Jednak szkorbut to nie jedyny efekt niedoboru witaminy C, jak na coś, co kojarzy się przeciętnemu odbiorcy jedynie z lekarstwem na przeziębienie trzeba przyznać, że lista potencjalnych konsekwencji niedoboru może robić wrażenie:

  • krwotoki samoistne,
  • uszkodzenia naczyń krwionośnych,
  • złe gojenie i odnawianie się ran
  • problemy z zębami i dziąsłami
  • bóle stawów i mięśni
  • osłabienie,
  • utrata apetytu,
  • obniżenie wydolności fizycznej,
  • depresja,
  • osteoporoza,
  • nadczynność tarczycy,
  • problemy neurologiczne,
  • obniżenie odporności, skutkujące nawracającymi i przedłużającymi się zakażeniami,
  • problemy z żołądkiem.

Kiedy popatrzy się na powyższą listę i do tego na listę tego, co dobrego robi dla nas witamina C, zaczynamy zastanawiać się, czy może istotnie jednak racji nie mają  przypadkiem ci, którzy nazywają ją „lekiem na całe zło”, bowiem witamina C:

  • ogromnie zwiększa odporność, nie ma co do tego żadnych wątpliwość, nie tylko chroni przed zachorowaniem, ale także bardzo znacznie skraca czas choroby,
  • zabija pasożyty rozmaitego rodzaju, wirusy, bakterie,
  • hamuje krwawienie, przeciwdziała krwotokom i sińcom,
  • poprzez wspomaganie wytwarzania kolagenu, który jest budulcem tkanki łącznej, sprzyja gojeniu się ran, zrastaniu kości, a jednocześnie ma zbawienny wpływ na stan i wygląd skóry, odmładza ją i zabezpiecza w pewnym stopniu przed szkodliwym promieniowaniem UV,
  • przyspiesza metabolizm, w związku z czym sprzyja zarówno tym, którzy pilnują wagi jak i tym, którzy pozwolili sobie na zbyt wiele i chcieliby teraz schudnąć,
  • doskonale wpływa na przyswajanie przez organizm żelaza, do tego uczestniczy aktywnie w procesie regeneracji witaminy E, o której znaczeniu pisaliśmy przy okazji słońca,
  • reguluje poziom złego cholesterolu, korzystnie wpływając między innymi na układ krążenia i chroniąc przed miażdżycą, a także schorzeniami będącymi jej następstwem.

Wszystkie te właściwości witaminy C są bardzo ważne, jednak ostatnio coraz głośniej jest o jej zdolnościach leczenia wielu schorzeń, w tym nawet raka (można o nich usłyszeć na przykład w filmie, który zamieściliśmy kilka dni wcześniej („Jedzenie ma znaczenie” we wpisie ” Prawda, odpowiedzialność, zdrowie”), jak się okazuje, znanych od dawna, bowiem znany fizyk i chemik Linus Pauling już kilkadziesiąt lat temu zaczął przekonywać, na podstawie prowadzonych przez siebie badań, że witamina C może być panaceum na zdecydowaną większość dręczących ludzkość poważnych chorób.  Był zwolennikiem stosowania dużych dawek witaminy C profilaktycznie, ale nie tylko i wygląda na to, że coś w tej teorii musiało być, ponieważ sam zażywał dawki nawet 18 mg dziennie i dożył 93 lat.

Opierając się jednak wyłącznie na opinii jednego człowieka nie pozwolilibyśmy sobie na stawianie tak odważnych tez, dlatego poczytaliśmy również o pracach innych naukowców i znaleźliśmy wiele dowodów świadczących o tym, że witamina C jest czymś znacznie, znacznie ważniejszym niż się obecnie wydaje. Doktor Hugh Riordan stosował w przypadku pacjentów z późnymi stadiami raka dawki nawet 200-gramowe (w kroplówkach dożylnych) i osiągnął niesamowite wyniki, niestety, zmarł kilka lat temu, jednak już wiadomo, że udowodnił, że witamina C potrafi selektywnie zabijać komórki raka, nie czyniąc szkody organizmowi skutkami ubocznymi; jego badania kontynuuje dr Jeanne Drisko, obecnie przeprowadza próby pod nadzorem Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków.

Inny ekspert, dr Ronald Hunninghake współpracujący z Riordanem, doszedł do wniosku, że witamina C sama może być sposobem na raka, a ponadto stanowiąc element terapii może przedłużyć życie pacjentów z nowotworem nawet czterokrotnie oraz w znaczący sposób polepszyć jakość ich życia, wskazywał jednocześnie na badania innego naukowca, Irwina Stone, który udowodnił, że organizmy wszystkich ssaków w okresie choroby wzmagają w olbrzymim stopniu produkcję witaminy C przez ich organizm – poza organizmami gatunków, które w procesie ewolucji zostały takiej możliwości pozbawione, w tym człowieka.

Wielu naukowców wskazuje na fakt, że dożylnie podawana witamina C w dużych dawkach ma znacznie większe działania przeciwutleniające niż podawana doustnie, przez co jest w stanie znacznie skuteczniej walczyć z poważnymi infekcjami i z rakiem. Warto zauważyć, że organizm doskonale radzi sobie z dużymi dawkami witaminy C, nawet tej podawanej doustnie, zjawisko przedawkowania jest rzadkie, zaś potencjalne skutki nie zaliczają się do grona poważnych.

I na koniec krótka refleksja, trochę smutna, trochę optymistyczna – dzisiejsza medycyna tak bardzo nastawiona jest na działanie krótkotrwałe i, co najgorsze, na zysk, że najprostsze sposoby są odrzucane. Najprostsze i najzdrowsze, bez dziesiątków skutków ubocznych, bez długiej listy zastrzeżeń, działające dokładnie tam, gdzie powinny, nieniszczące jednych  komórek i organów przy okazji leczenia drugich. Zamiast witamin – antybiotyki, zamiast diety – leki, zamiast eliminowania przyczyn – leczenie objawów, zamiast tanich sposób – najdroższe.

To ta smutna część, ta optymistyczna zaś: my już wiemy o istnieniu tych sposobów, nie tylko wiemy, stosujemy je na co dzień, dlatego patrzymy w przyszłość ze spokojem i pewnością – i chcemy się nimi z Wami podzielić, także przez ten blog.

I jeszcze tylko krótka lista z zawartością witaminy C (w mg) w 100 g produktów – warto zwrócić uwagę, jak nisko na tej liście jest cytryna, przez tak wielu uważanych za główne źródło witaminy C!

  • Acerola 1600
  • Owoce róży – 426
  • Papryczka chili zielona – 244
  • Nać pietruszki – 178
  • Czarna porzeczka – 177
  • Papryka – 107
  • Koperek zielony – 75
  • Brukselka – 71
  • Jarmuż – 65
  • Truskawki – 63
  • Poziomki – 60
  • Szczypiorek – 60
  • Szpinak – 54
  • Kompot z czarnej porzeczki – 46
  • Biała porzeczka – 45
  • Kalarepa – 45
  • Czerwona porzeczka – 44
  • Kapusta czerwona – 42
  • Kapusta biała – 40
  • Koncentrat pomidorowy 30% – 38
  • Kalafior – 37
  • Pomarańcze – 35
  • Cytryna – 31
  • Czosnek – 31

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *